Blog > Komentarze do wpisu
Narodziny Marcinka

Ponieważ Marcinek jest już na świecie a Majeczka baaaaardzo na niego czekała, opiszę kilka ciekawych przykładów czekania, zanim o nich zapomnę. :)

1. Spadł śnieg. Od tego dnia codzienne "kiedy ten Marcinek się w końcu urodzi?". Od wiosny powtarzałam jej, że Marcinek urodzi się dopiero zimą, jak spadnie śnieg.

2. Skurczy dostałam. Dziecko uświadomione, że rodzi się przez dziurkę w pupci.

- Mam nadzieję, że jeszcze nie rodzę.

- To daj mamusiu ja Ci tam zajrzę, czy mu jeszcze nóżki nie wystają.

3. Po moich przemyśleniach, że nie chcę rodzić, się boję, to boli itp. itd. (Maja w międzyczasie uświadomiona, że dziecko się przez dziurkę przepycha główką a nie nóżkami):

- To jak pojedziemy rodzić do szpitala, to włożę rękę i będę go tam za główkę trzymała żeby nie wyłaził.

4. Znowu jakaś rozmowa z kimś, że na usg miesiąc przed terminem wyszedł mu tak wielki łeb jak Majce przy porodzie, obawiam się czy dam radę urodzić naturalnie itp.

- To ja go złapię za głowę i ta wyyyciągnę żeby szybciutko wyskoczył.

5. W końcu zdołałam wytłumaczyć, że niestety nie będzie ze mną rodziła bo nie może być nikogo oprócz pana doktora i tatusia na sali porodowej.

- To zaczekam z tatusiem w poczekalni pod drzwiami.

Po tłumaczeniach, że to może trwać bardzo długo, był właśnie ten tekst o wyciąganiu. I przekonywanie żebym nie rodziła długo tylko króciutko. Po każdym wyjeździe na ktg Majka witała mnie pytaniami w stylu "To urodziłaś już tego Marcina?" "No i gdzie ten Marcinek? Jeszcze w brzuchu?". Rekordem było jak jadąc do wywoływania porodu pożegnałam się z nią i poszłam jeszcze na moment do łazienki (naprawdę krótki moment - umyć się, uczesać - może 2 minuty mi zajęło). I usłyszałam pytanie "Już wróciliście?"

6. Po terminie siedziałam marudząc, że Marcinek się nie rodzi i nie rodzi, a ten termin wywoływania bez sensu mi lekarz wyznaczył bo co to za data 13.12. 12 bym wolała urodzić.

- To ja ci mamusiu kupię wypychaczkę.

- Jaką wypychaczkę, kochanie?

- No taką do wypychania. Wsadzisz ją do brzuszka i tak wypchniesz Marcinka i już.

7. Próbując urodzić Marcinka wcześniej (naprawdę miałam nadzieję, że uda mi się się 12) oprócz łażenia po schodach itp. itd. pamiętałam, że trzeba stymulować sutki, żeby się oksytocyna wydzielała. I doszłam do logicznego wniosku, że skoro to ma "udawać" ssanie dziecka to zamiast je masować, mogę sobie machać laktatorem. Mam taki ręczny, z pompką.

Siedzę sobie i laktatoruję. Przybiega Majeczka, wyrywa mi uchwyt z ręki i z przejęciem pompuje.

- Co robisz skarbie?

- Karmię Marcinka mleczkiem.

Po chwili przyjrzała się uważnie i zauważyła, że pojemnik na mleko jest pusty.

- O. Już wszystko zjadł!

W sumie logiczne to było - cały czas pamiętała że małe dzieci jedzą mleko z piersi. Więc całkiem sensownie uznała, że jak są w brzuchu to też się tędy mleko podaje. Zwłaszcza, że przez całą ciążę ją nurtowało jak on tam je. A ja stale odkładałam tłumaczenie na czas kiedy będę miała zdjęcia poglądowe dziecka z pępowiną. :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012, mgd3

Polecane wpisy

  • Marcinka ciągły problem z zapamiętywaniem słów. Kąpię Idę. Marcin się rozebrał i czeka na swoją kolej. Wychodzi z łazienki. Macham za nim ręką. - Ejjjj! Czemu n

  • groźna ciocia

    Tytułem wstępu - Majek ma jakieś uwagi co do cioci Agi. Kiedyś urządzała na jej widok histerie, później przeszło. Przy ostatniej wizycie było pół godziny spazmó

  • telewizja

    Stwierdzam, że dziecko ogląda przyzwoicie mało telewizji. Przed chwilą zrobiłam jej niespodziankę i na dobranoc włączyłam pierwszy odcinek muminków - była bardz